menu

piątek, 9 stycznia 2015

DLACZEGO ŁADNA DZIEWCZYNA NIE UMÓWI SIĘ Z TOBĄ DO KINA

Zaprosiłeś dziewczynę do kina, a ona nie ma na to ochoty? Nic dziwnego. Mając 20+ lat obejrzała już wszystkie możliwe hity, a każdy w innym towarzystwie.  Nie zapłaciła za bilety, ani za popcorn. Prawdopodobnie jesteś entym kolesiem, który próbuje zabrać ją na film. Pierwsza randka w kinie? Super miejsce, żeby się lepiej poznać. Przynajmniej nie trzeba gadać.

Załóżmy, że dziewczyna bardzo chce zobaczyć najnowszą komedię romantyczną i zgadza się na wyjście. Kupujesz kwiaty. Nie byle jakie- róże. Jedną, czerwoną, długą i oczywiście przyozdobioną. I teraz ta scena przyprawia mnie o mdłości. Nie dość, że naokoło róży są tandetne kokardki, to wygląda to, jak wręczanie kwiatka w dniu nauczyciela. "Proszę to dla pani" i buziak w policzek. Na całym świecie jest milion innych gatunków roślin, a Wy i tak wybierzecie ten jeden.

No i wpada Ci do głowy szalony pomysł oświadczyn. Oczywiście nie ma lepszej daty niż Sylwester. Och, jakie to romantyczne. Wspólnie zaczniecie Nowy Rok, nowy etap w Waszym życiu. Przecież jaki Sylwester, taki cały rok. Wybija północ, na niebie zaczyna się wybuchowe przedstawienie, a Ty klękasz przed nią. To przecież takie wyjątkowe, niepowtarzalne. 

Nie znoszę randek w kinie, róż i nigdy nie chciałabym witać Nowego Roku nieśmiertelnym słowem "tak". Cenię sobie kreatywność, indywidualizm. I nie chcę dostać pierścionka zaręczynowego. Nie dlatego, że to znów kolejny oklepany pomysł. Prawda jest taka, że mam za grube palce.

środa, 7 stycznia 2015

ZMIENIANIE ŚWIATA NA LEPSZE


Wciąż pamiętam, jakie emocje budziły we mnie czytane wiersze na lekcjach języka polskiego. Czuję, jak pieką mnie poliki z ekscytacji. Mam ogromny ucisk żołądka na samą myśl o skoku na bungee. Nadal pamiętam to uczucie spadania. Serce mocniej mi bije, gdy przypominam sobie o mojej pierwszej miłości. Jakie to było dziecinnie proste. Łzy stają mi w oczach, kiedy uświadamiam sobie, że może kogoś zabraknąć. Ciągle się uśmiecham, by dostać od ludzi odrobinę pozytywnej energii. Uwielbiam chwytać dzień i wyciskać z niego jak najwięcej. Odkrywać, podróżować, POZNAWAĆ.

Emocje- tym żyję. Próbuję wszystkiego w życiu zgodnie z zasadą "jak nie spróbujesz, to nie będziesz wiedziała, jak to jest". Nad konsekwencjami często zastanawiam się, gdy już istnieją. Za późno. 


"Zmienianie świata na lepsze zawsze zaczynaj od siebie"

Takie postanowienie noworoczne.

niedziela, 26 października 2014

TWAROŻEK ZE ŚLIWKĄ

Najbardziej nie lubię piątków. Wszyscy moi znajomi wracają do domu na weekend. W szatni na uczelni stoi pełno walizek i gdy wchodzę na mój wydział, mijam tłumy spieszących się studentów na pociągi i pksy. Chyba zaczynam być monotonna, prawda? Na szczęście jakoś przetrwałam do niedzieli i wszystko wraca do normy. 

Dzisiaj (w niedzielę!) wstałam o 6 rano. Szkoda, że nie przestawiamy zegarków co weekend. Postanowiłam zaserwować sobie prawdziwie jesienne śniadanie. Cynamon, śliwki, gorąca herbata z gruszką. W trakcie śniadania przeglądałam nasze książki kucharskie. I tak trafiłam na dedykację w książce "Dobra Kuchnia"  z 1972r.

"Choć pyskatej, ale jednak bardzo miłej Ali,
w piątą rocznicę ślubu,
aby dobrze dokarmiała męża
ofiarowują tę książkę koleżanki z pracy
Łódź, 10.06.1972r "


A tutaj przepis na twarożek ze śliwkami:

Składniki:

200g twarogu
2 płaskie łyżeczki cukru brązowego
0,5 łyżeczki cynamonu
6-8 śliwek suszonych
śmietana/mleko

Śliwki kroimy drobno. Do twarogu dodajemy śmietanę lub mleko tak, aby miał płynniejszą konsystencję. Wrzucamy śliwki, cynamon, cukier i mieszamy.

środa, 22 października 2014

GORĄCA CZEKOLADA Z POMARAŃCZĄ


Karmelowa herbata. Białe światełka. Różowa lampka. Półmrok. Okropna pogoda- szaro i ponuro. Michael Buble w głośnikach. Przywołuję Święta.

Możecie uważać, że to głupie i infantylne, ale ja naprawdę uwielbiam świąteczne piosenki puszczane w każdym supermarkecie, bieganie za prezentami, przystrojone domy w światełka, wieńce i mikołaje, adwentowe kalendarze z czekoladką na każdy dzień i nawet tą świąteczną reklamę coca-coli. Czekam na pierwszy śnieg. I wiecie co? Jak spadnie, to będę psioczyć na zimno, lód na chodniku i odmrożone palce. Mimo wszystko, chcę już usłyszeć "Ho Ho Ho Wesołych Świąt".

Ponieważ w moim mieszkaniu nastrój świąteczny wkrada się pomału, nabrałam ochoty na prawdziwie zimowy napój- gorącą czekoladę. Dodałam do niej pomarańczę i poczułam się, jak w domu. W zeszłe święta moja sąsiadka przyniosła mi wydrążoną pomarańczę, w której była gorąca czekolada- pycha! Nie mogę się doczekać powrotu do domu. Wybaczcie, po prostu tęsknię :)

Przepis dla tych, którzy chcą poczuć odrobinę zimy.

Składniki na 3 szklanki:

2 tabliczki gorzkiej czekolady
1 szklanka mleka
3/4 szklanki śmietany 30%
1 pomarańcza
cynamon

Mleko wlewamy do garnka i podgrzewamy. Dodajemy śmietanę, kostki czekolady i lekko mieszamy, aż się rozpuści. Startą skórkę z pomarańczy i wyciśnięty sok dodajemy do czekolady. Ciągle mieszając, doprawiamy cynamonem. 



sobota, 27 września 2014

ŁÓDŹ STOLICĄ GASTRONOMII


 Na pewno zauważyliście, że przez ostatnie kilka miesięcy nie byłyśmy zbyt aktywnymi blogerkami. Nasza rozłąka (ja w Łodzi, Ania w Bydgoszczy) źle wpłynęła na to, co tu stworzyłyśmy. Przyznaję szczerze, że wyjazd na studia, zostawienie wszystkich osób, które kocham i rozpoczęcie życia w całkiem obcym mieście było najtrudniejszym etapem w moim życiu. Gdybym miała udzielić porady 19nastoletniej sobie: słuchaj ludzi, którzy Cię kochają. 

Jeżeli ktoś oglądał 500 Days of Summer, to kojarzy scenę reality vs expectations (klik). Po roku spędzonym w Łodzi mogę te dwa obrazy skonfrontować. Czy rzeczywistość mnie rozczarowała? Nie, raczej mocno zaskoczyła.

Łódź stała się dla mnie stolicą gastronomii. Po przeprowadzce spacerowałam po Piotrkowskiej szukając przeróżnych knajp. Jednak musiało minąć trochę czasu, aż odkryłam Off Piotrkowską i jej zakamarki. Odnoga ulicy Piotrkowskiej kryje w sobie kilka fantastycznych restauracji. 

Po wejściu za bramę witają nas Łódzkie Burgery opisywane przez nas tutaj. Niestety, coraz częściej świeci tam pustką. Nieco dalej stoją food trucki: KROVA z wegańskimi burgerami i Beza-krówka z lodami. Co jakiś czas w sobotę jest Eko Targ, gdzie kupuję chleb z suszonymi pomidorami lub vege kotlety. W MEG MU znalazłam afrykańskie potrawy i pyszne piwo z syropem z marakui. Do MITMI lubię chodzić na gofry i lunche. Podoba mi się wystrój i klimat, jaki panuje w środku. Zaraz naprzeciwko jest Spółdzielnia, w której najczęściej piję hipsterskie napoje typu Wostok czy Fritz Cola.

Off Piotrkowska to także miejsce dla mody. Zdarza mi się czekać na otwarcie mojego ulubionego sklepu odzieżowego Pan Tu Nie Stał, w którym najchętniej wydałabym całą pensję i jeszcze trochę.

Miejsc, do których zaglądam jest sporo. Moim nowym odkryciem jest Pasta Go, ale o nich powinien być osobny post. Przed lub po imprezie zaglądam do Zapiekarni, a najlepsze chińskie jest w HA LONG zaraz przy moim wydziale. Piotrkowska 217 to miejsce, w którym organizowany jest Łódź Street Food Festival.

Za co jeszcze lubię Łódź? Za popijanie herbaty podczas drogi do pracy. Za śniadania i obiady w promieniach słońca. Za lampki na balkonie. 


Już od poniedziałku zaczynam nowy rok akademicki w Łodzi. Wszystkim studentom życzę dużo sił i wytrwałości.